Na wszystkich mamuśkowych blogach cycki na tapecie więc i ja w sprawie cycków głos zabiorę.
Mówimy karmienie piersią i widzimy piękne wypoczęte mamy z cudnymi maluchami. W rzeczywistości jest inaczej. Znowu :D Nie zawsze jest kolorowo.
Ja swoim dorobkiem nie mam się co chwalić.
Wytrzymałam miesiąc.
Podczas ciąży mleko leciało strumieniami. Aż chciało by się powiedzieć kraina mlekiem i miodem płynąca. Cieszyłam się ze dziecko będzie miało co jeść. Że dam jej to co mam najlepsze. Pierwsze kilka dni było fajnych. Mala jadła mleko było no cud miód po prostu.
Potem zaczął się ból, rany, krew, pot i łzy. Moje łzy. Na około słyszałam tylko ze mam za chude mleko (co za bezsens) że mała się nie najada itd. W końcu sama zgłupiałam. Przeszłam na mm.
Położonej środowiskowej się nie przyznałam chociaż ja sama nie widziałam w tym nic złego. Ale głupich komentarzy nie uniknęłam. Baa one dalej są. Mała choruje bo nie dostawała cyca. Słabo mówi bo nie ssała cyca itd. Na wszystko wyjaśnieniem jest brak cyca.
Nasz kraj bardzo nastawiony jest na karmienie naturalne. Chociaż z drugiej strony wystawieni cycka żeby dzieciak się najadł jest bardzo bulwersujące dla niektórych czego pojąć nie mogę zupełnie. Mleka początkowego w promocji nie uświadczysz. Tak samo jak w tv. Ja na początku nie widziałam nic złego w karmieniu mieszanką. Teraz z perspektywy czasu żałuję. Żałuję bardzo ze nie powalczyłam o moje karmienie dłużej. Szkoda mi ze poddałam się tak szybko. Jak dla mnie za szybko. No cóż czasu nie cofnę.
Przy następnym dziecku będę już patrzeć na to inaczej. Jak zresztą na dużo innych spraw. Nie dam sobie już wmawiać głupich bzdur.
Jedno jest pewne.
Czy karmimy naturalnie czy mm robimy to dla dobra nas i naszych dzieci.
Więc bądźmy z tego dumne :)